Listy

[List] O ciemnej porze roku

2026-09-1117 września, 2026No Comments

Wrzesień pachnie schyłkiem.

Lubię chodzić na spacery w okolice pobliskich ogródków działkowych. Ostatnio bardzo często czuję tam zapach ogniska.

Momentalnie przypomina mi się dzieciństwo. Sterty suchych resztek roślinnych zaraz po zbiorach. I ten charakterystyczny zapach dymu z ich palenia.

Ciepły, kadzidlany.

Słońce grzeje jeszcze mocno, ale chłód łapie już za gołe kostki. Nadchodzi czas ciemności.

Bardzo go lubię.

Nie zawsze tak było.

Dawniej jesień i zima były dla mnie najgorszą częścią roku. Bardzo męczyła mnie ciemność. Te długie wieczory, krótkie dni, mało światła. Przełączałam się wtedy w tryb przetrwania i próbowałam jakoś przeczekać do wiosny.

Coś zaczęło się zmieniać, kiedy cztery lata temu przeprowadziłam się do Tarnowa. Był początek listopada.

Układałam się na nowo z rzeczywistością i układałam się na nowo ze sobą. To był czas konfrontowania się z ciemnością. Nie tylko tą, która coraz szybciej spowijała łyse drzewa za oknem, ale też tą, którą nosiłam w sobie. Dobijały się do mnie różne trudne historie. I jednocześnie przychodziła coraz większa gotowość, żeby spotkać się z potworami, które się w tej ciemności czaiły.

Kiedy zaczęłam je oswajać – włączać w tkankę życia, zamiast je odrzucać – sama ciemność również przestała być dla mnie straszna.

Zrozumiałam wtedy, że wcześniej jesień i zima były tak trudne między innymi dlatego, że zmuszały mnie do zatrzymania. A kiedy się zatrzymywałam, dopadało mnie to, czego wcale nie chciałam widzieć (i wiedzieć).

Pamiętam, że tamtego listopada stworzyłam całe mnóstwo kolaży.

Każdy z nich porządkował nie tylko wycinki z gazet, ale też mój wewnętrzny chaos, nadając mu kształt.

Początek i koniec.

Tytuł.

Tak powstał mój pierwszy Dziennik Wglądów, rodzaj wizualnego pamiętnika.

Kiedy nauczyłam się “obsługiwać” swoją własną wewnętrzną ciemność, ta zewnętrzna stała się ukojeniem. Czymś miękkim i otulającym. Bardzo twórczym. Introspektywnym. Refleksyjnym.

Zamieszkałam w Tarnowie i zamieszkałam w tej ciemności.

Rozgościłam się w nich na dobre.

Dzisiaj o wiele bardziej męczy mnie lato – z całą jego jaskrawością, upałami i rozedrganiem. Lato na maksa mnie przebodźcowuje. Dlatego rzadziej do Ciebie pisałam.

Odkąd polubiłam się z ciemnością, zawsze na nią czekam. Najbardziej właśnie na listopadowe noce. Są aksamitnie ciemne i ciche. 

Kiedy więc nadchodzi wrzesień, czuję, że wracam do siebie. Do domu. Że wracam z wygnania. To czas spotkania się ze sobą na głębszym poziomie.

Mam poczucie, że kiedy wchodzę w ciemność świadomie, docieram do skarbów, których nie jestem w stanie dostrzec w oślepiającym słońcu.

Jesień jest jak tych skarbów odkrywanie.

Kto wie?

Być może w tym roku Ty również wyruszysz na poszukiwanie swoich?

Trzymaj się ciepło
i dbaj o siebie,
Justyna Sekuła

Ciekawe? Zostaw komentarz :)